Skocz do zawartości

Zaloguj przez Facebook Rejestracja

Najnowsze tematy

Wyświetl nową zawartość »

Kolejna danina "dobrej zmiany" Za nieruchomości zapłacimy wyższe podatki, a niektórzy dodatkowo minimalny


454 odpowiedzi w tym temacie

#441 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 16 marzec 2019 - 13:04:10

Gasiuk-Pihowicz nie wytrzymała. Ta wiadomość do Kaczyńskiego o pedofilii to hit!

 

 

 

 

Ostatnio znów głośny jest ciągle i słusznie powracający temat pedofilii. Przez wielu jest on kojarzony w dużej mierze z Kościołem i duchownymi. Znany polityk Stanisław Piotrowicz próbował tłumaczyć działania księdza skazanego za wspomnianą wcześniej pedofilię. Polityk Nowoczesnej nie wytrzymała na Twitterze.

Złożyliśmy wniosek o odwołanie Pana posła – prokuratora Piotrowicza z funkcji szefa sejmowej Komisji Sprawiedliwości. Dziwię się, że PiS akceptuje kogoś takiego w swoich szeregach. Każdy przejaw lekceważenia zjawiska pedofilii powinien spotkać się z najostrzejszą reakcją. Jeśli Pan prokurator Piotrowicz dotykanie miejsc intymnych dziecka przez proboszcza z Tylawy, skazanego później za pedofilię łączył ze zdolnościami bioenergoterapeutycznymi, to mam pytanie – czy wysłałby na taką bioenergoterapię swoja wnuczkę lub córkę gdy była dzieckiem !? – napisała Kamila Gasiuk-Pihowicz.

Jeśli prokurator Piotrowicz mówiąc o przypadku proboszcza z Tylawy, twierdził, że dziewczynki nocowały na plebanii, bo to dla dzieci atrakcja, a ksiądz sam je kąpał, bo widocznie były brudne, to czy Pan prokurator pozwoliłby nocować na tej plebanii dzieciom ze swojej rodziny?. Mam pytanie do Jarosława Kaczyńskiego- czy Pan Prezes Kaczyński pozwoliłby dzieciom ze swojej rodziny usiąść na kolanach proboszcza z Tylawy? Jeśli nie, to proszę o wyrzucenie Pana Piotrowicza z funkcji przewodniczącego Komisji Sprawiedliwości !!! – dodała, kierując swoje słowa do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

 

 

 

Renata Franciszek Starobrat 

Pani Kamilo oni Pani słowami się nie przejmują,bo boją się księży !!!
 
Anna Karska 
Pani Kamil to są dzbany oni nic nie rozumieją. Dla nich tylko władza i kasa się liczy no i na pierwszym miejscu ciemny lud który za 500+ wszystko zaakceptuje.
 
Katarzyna Kaczanowska 
Tylko do kogo to skierowane? Te betony umysłowe nic nie zrozumią a sami nie jedno mają za uszami.
 
Karolina Chalupnik 
Pani Poseł,pan Kaczyński jest zakładnikiem takich ludzi jak Piotrowicz i inni,tego się nie zmieni,póki mają większość.
 
Kasia Góralczyk 
Pani Kamilo szkoda wysiłku, ciemnota pisowska nic nie zrozumie, dla nich tylko socjal się liczy.
 
 
 
NETINFO24
 

 



#442 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 16 marzec 2019 - 16:31:48


 

"Jeżeli Kaczyński mówi o "swoich dzieciach" to znaczy, że kłamstwo będzie osią kampanii PiS"
 

Jeżeli prezes PiS Jarosław Kaczyński mówi o "swoich dzieciach, i tworzy taką kłamliwą narrację, to znaczy, że kłamstwo i manipulacja będzie główną osią kampanii" wyborczej PiS - powiedział w sobotę lider PO Grzegorz Schetyna, pytany o słowa prezesa PiS z konwencji w Katowicach.
 

 

W trakcie wystąpienia w Katowicach Jarosław Kaczyński nawiązywał do piątkowego wywiadu wiceprezydenta Warszawy Pawła Rabieja udzielonego "Dziennikowi Gazecie Prawnej", w którym Rabiej mówił m.in. o kwestii adopcji dzieci przez pary homoseksualne.

 

"Siedem dni temu dziękowałem za szczerość, dzisiaj muszę znów podziękować za szczerość panu wiceprezydentowi Warszawy (Pawłowi Rabiejowi - PAP), który po prostu postawił sprawę jasno: nie chodzi o żadną tolerancję, chodzi o afirmację. O afirmację związków jednopłciowych, o małżeństwa tych związków, chodzi o to żeby miały prawo do tego, aby adoptować dzieci" - mówił Kaczyński.

 

"My chcemy jasno powiedzieć: tu mówimy nie, a już w szczególności jeżeli chodzi o dzieci. Wara od naszych dzieci" - podkreślił.

 

"Jeżeli Kaczyński mówi o dzieciach, o swoich dzieciach, i tworzy taką kłamliwą narrację to znaczy, że kłamstwo i manipulacja będzie główną osią tej kampanii (do PE- PAP)" - mówił Schetyna, pytany o słowa prezesa Prawa i Sprawiedliwości. Według niego, takie wypowiedzi świadczą, że PiS boi się wyborczej porażki w nadchodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego i krajowego.

"Ta wypowiedź jest nie do zaakceptowania"

Dopytywany, czy Rabiej mówiąc o adopcji dzieci przez osoby homoseksualne "nie wyszedł przed szereg" ?

 

Schetyna podkreślił, że opinia wiceprezydenta Warszawy nie jest częścią programu Koalicji Europejskiej.

"Tę wypowiedź traktuję jako prywatną i ta wypowiedź jest nie do zaakceptowania. Dziwię się, że urzędnik samorządowy używa takich słów" - oświadczył.

 

Rabiej w wywiadzie dla "DGP" mówił: "Najpierw przyzwyczajmy ludzi, że związki partnerskie to nie jest samo zło, że nie niszczą tkanki społecznej i polskiej rodziny. Potem łatwiej będzie o kolejne kroki, o równość małżeńską z adopcją". Później we wpisie na Twitterze Rabiej podkreślił, że wyrażone w wywiadzie opinie mają charakter "wyłącznie prywatny". Dodał, że jest "w temacie adopcji bardzo, bardzo sceptyczny".

 

Źródło - Interia polska

 

galicjusz
Proszę, zasłoną milczenia pomińmy występ Prezesa w charakterze rzeczoznawcy i adoratora apartheidu seksualnego!
Niech "masturbator" księży pedofilii edukuje.
 
riki
Balbina mówi o swoich dzieciach? Z zerem adoptowali?
 
kola
zastanawiam się czy w Polsce są jeszcze normalni inteligentni ludzie czy tylko pisowcy?
 
czekam
Poczekam aż Kaczyński słowo "wara od naszych dzieci " skieruje w stronę KK i jego księży pedofilii !
 
Cynik- masturbator
Jakich jego dzieci? Chyba, że ma na myśli bratanicę łaski pełną, każde z innym. 
 
Bio
Dlaczego ? Kaczyński jeszcze nie siedzi ?
 
Cynik- 2
Jarek nie ma dzieci z powodów humanitarnych. Nie chcę by żyły w tym co z Polski zostanie po jego rządach.  Zrozumiałe.
 
SZATAN
pamiętajcie POLACY ... nie dajcie się SKŁÓCIĆ parszywej Dojnej Zmianie !!! … pisiaczki skłóciłyby samego BOGA z Duchem Świętym - i odwrotnie !!!
 
SZATAN
PiS jest jak ŁYŻKA DZIEGCIU - nie ma takiej beczki miodu , której by nie zepsuł ... strach im powiedzieć , że Ziemia jednak nie jest płaska i że istnieje jakiś UKŁAD … Słoneczny ... bo najzwyczajniej byłoby potem szkoda ... ;))
 
Myślący
Trzaskowski powinien jak najszybciej pozbyć się Rabieja. Jego miejsce jest przy Biedroniu. A tak to daje tylko "tematy zastępcze" krótkonogiemu...
 

 



#443 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano 16 marzec 2019 - 16:46:30

Drugi akt wyborczego przedstawienia w teatrze demagogii Kaczyńskiego. Prawo i Sprawiedliwość stawia na strach

 

Jarosław Kaczyński pokazał dziś na konwencji Prawa i Sprawiedliwości w Katowicach jak zamierza wygrać wybory. 

 

Wydarzenie może zasługiwać na miano definiującego cały wyborczy wyścig jednak nie z powodu tego, że PiS zaprezentował dziś nową wizję, ale właśnie dlatego, że zaskakująco szybko osiągnięto punkt, w którym dobrej zmianie ewidentnie zaczyna brakować wyborczego paliwa.

 

Prezes PiS zamiast kreować nowy przekaz postanowił bowiem powtarzać stare pieśni i zaoferować dobrze znane produkty w nowych opakowaniach. Nadzwyczaj mocno dało się odczuć to, że rządzącym paradoksalnie brakuje własnych osiągnięć, aby obronić sukces dobrej zmiany.

 

Jarosław Kaczyński ponownie bowiem uderzył w społeczność LGBT, mówiąc, że oponentom “nie chodzi o równość, ale o afirmację”, grzmiąc “wara od naszych dzieci” w reakcji na słowa Pawła Rabieja o adopcji dzieci przez pary homoseksualne.

 

Konwencja pokazała, że rząd idzie na skróty i cała nadchodząca kampania ma zostać sprowadzona do ideologicznego plebiscytu. Po jednej stronie w myśl słów prezesa jest opozycja, która jest niezdolna do prezentowania “konkretów” – rozsądnych propozycji programowych dla Polaków, ale zamiast tego forsująca rewolucje obyczajowe. 

 

Po drugiej zaś, na jej drodze staje dobra zmiana, która stawia na poprawę losu nie dla wybranych, ale wszystkich Polaków, aby “w sercu Europy panował europejski standard życia”. Prezes wprost zarzucił, że działania opozycji mają dążyć do zniszczenia polskości, polskiej kultury, tak jak dziś te same wartości na zachodzie niszczą fundamenty cywilizacji europejskiej.

Prezes postanowił zdusić w zarodku groźne dla PiS oskarżenia o dążenie do Polexitu. Jarosław Kaczyński mówił o tym, że dla członkostwa w Unii nie ma alternatywy. Podkreślił także dobitnie, że we wspólnocie jesteśmy nie dlatego, że musimy, ale chcemy, aby walczyć właśnie o tytułowy dla konwencji “europejski standard życia”. Lider Prawa i Sprawiedliwości wskazał także, że Polska potrzebuje Unii, a Unia Polski.

 

Kaczyński rzucił także Polakom jasną i kuszącą perspektywę. Według niego, po 30 latach niesprawiedliwych rządów, które tworzyły rosnące podziały, dobrej zmiany nie da się dokonać w 3-4 lata, stąd dzieło musi być kontynuowane, aby przyniosło trwałe skutki.

 

Lider PiS oczywiście tutaj tradycyjnie straszył, że zwycięstwo opozycji to cofnięcie wszystkich osiągnięć dobrej zmiany i wskazał warunki niezbędne do dosięgnięcia europejskiego standardu. Za takie uznano wzrost gospodarczy, sprawność państwa we wszystkich dziedzinach, a przede wszystkim w obszarze finansów publicznych. Zdaniem Kaczyńskiego dobra zmiana te warunki spełnia. Widoczne z resztą było to w całej konwencji, że rządzący po licznych aferach niemal nie odnoszą się poza 500+ do innych realnych osiągnięć. Zero o sukcesie reformy sądów, zero o mieszkaniu plus, ani słowa o realnym usprawnieniu systemowym państwa. 

 

Poza hasłem uszczelniania i 500+ cała wielka machina państwa PiS była nieobecna, co pokazywało czujnym obserwatorom, że władza nie ma tak naprawdę tak dużo atutów, którymi może się pochwalić. 

 

Nie dziwi to jednak w kontekście licznych afer, które mocno osłabiły wiarogodność znacznej części aktywności obozu władzy. Politycy promowali się zatem głównie na rzeczach, których nie mieli czasu realnie popsuć – zatem było o szybkim wzroście gospodarczym, niskim bezrobociu, wzroście produktywności pracy (o 14% w 4 lata) i wzroście płac.

 

Prezes PiS z premierem zachwalali, jak to Polaka jest numerem 1 wzrostu gospodarczego i uszczelniania porównując to pogardliwe do imposybilizmu poprzedników. W tej całej narracji nie przeszkadzał nawet fakt, że za rządów PO-PSL także były podobne okresy, kiedy Polska była najszybciej rozwijającym się krajem Europy.

 

Na konwencji obok powtarzania jak mantrę dobrze znanych politycznych haseł doszło także do niebywałego pokazu politycznego lizusostwa, który przekroczył dawno nie widziane poziomy żenady. 

 

Niegdyś Ślązacy mogli usłyszeć, że są zakamuflowaną opcją niemiecką, podczas gdy dziś władza nie mogła nachwalić się Śląska, aż do poziomu absurdu.

 

Prezes mówił, że Śląsk to ziemia słynące z pracowitości, etosu pracy. Czwarty region w kraju, jeśli chodzi o PKB na mieszkańca, został określony “sercem polskiej gospodarki”, ponieważ tego miana należało wbrew faktom odmówić wrogiej PiS Warszawie (województwo Mazowieckie ma PKB per capita o ponad połowę wyższe niż Śląskie).

 

Prezes snuł oderwaną od rzeczywistości wizję o utracie gospodarczej dominacji Śląska, która właśnie w ostatnich latach została odzyskana dzięki uczelniom i nowym technologiom. Do jakich danych, jeśli jakichkolwiek, odnosił się prezes, ciężko dojść. Prezes odwołał się także do etosu pracy fizycznej, mówił, że wielu zapomniało, ale PiS pamięta i tę pracę szanuje. Lider mówił także o pochyleniu czoła robotnikom zakładów mówiąc o niebezpiecznej, ciężkiej pracy, często z nie najwyższymi wynagrodzeniami.

 

Na tle Jarosława Kaczyńskiego wystąpienie Mateusza Morawieckiego było już całkowicie wtórne, ponieważ polityk dostał rolę powtarzania znanej już wcześniej propagandy sukcesu gospodarczego.

 

Była jednak rzecz, której opozycja mogłaby uczyć się z kunsztu politycznego Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS na zakończenie wystąpienia zapowiedział, że przed całą koalicją Zjednoczonej Prawicy stoi ważne zadanie, aby dotrzeć z “naszym wielkim projektem” do Polaków. Prezes ocenił, że wielu wciąż go nie widzi, nie zna, ale to nie jest “ich wina”.

 

Wielu Polaków ma widzieć kłótnie, ale nie dostrzegać istoty tego sporu i brak zdolności dotarcia z przekazem jest czymś, za co “my musimy uderzyć się w pierś”. Choć w świetle pełnej mowy nienawiści narracji obozu władzy te słowa są ewidentną hipokryzją, to jednak pokazują, że lider PiS nie zamierza zamykać się na nowy elektorat i umie sprytnie ukrywać fałsz własnej narracji.

 

Konwencja PiS tym samym pokazała, że Jarosław Kaczyński już rozstawia pionki na swojej wyborczej szachownicy. Choć narzucona przez prezesa gra może wydawać się prymitywna, a argumenty wtórne, to jednak zdaje się, że liderowi PiS udało się wydać opozycji bitwę na korzystnym dla siebie gruncie politycznym, co będzie stanowiło dla Koalicji Europejskiej poważne wyzwanie.

 

 

CROWD media



#444 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano wczoraj, 07:45

Wróblewski: "Prezesowi nie wyszedł eksperyment. Wyszedł Czaputowicz" [OPINIA]

 

Gdyby amerykański dyplomata wyszedł ze studia radiowego, bo nie spodobało mu się pytanie dziennikarza, to tak, jakby "wyszedł" z polityki. Minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz zrobił właśnie pierwszy krok. Albo ostatni. 
 

 

Piątek. Szef polskiej dyplomacji ma być gościem "Popołudniowej rozmowy" w RMF FM.

Przyjeżdża do siedziby radia. Po chwili jednak opuszcza studio, bo dowiaduje się, że jednym z tematów wywiadu ma być zamach w Nowej Zelandii.

 

Czaputowicz nie ma na temat tragedii nic do powiedzenia.

 

– Nie jest przygotowany do rozmowy, bo nie wie, co się wydarzyło i odesłał do swojej rzeczniczki – tak nieobecność gościa wytłumaczył skonsternowanym zapewne słuchaczom Marcin Zaborski, prowadzący audycję.

 

Dziennikarze i komentatorzy nie mogą uwierzyć. Politycy opozycji drwią.

Podkreślmy jeszcze raz: nie chodzi o "zwykłego" posła, który zabiegany w Sejmie mógł o pewnych rzeczach nie być poinformowany. Chodzi o szefa jednego z najważniejszych resortów. Ministra spraw zagranicznych.

 

Służby prasowe MSZ – zdając sobie sprawę z zamieszania, jakie wywołał Czaputowicz – nieudolnie próbują tłumaczyć postawę swojego szefa.

Na Twitterze oświadczają: "MSZ nie jest instytucją właściwą do komentowania doniesień o rzekomym wątku polskim w tej tragedii".

I jeszcze bardziej pogrążają ministra.
 
Upokarzanie
 

Żeby zrozumieć dzisiejszą pozycję szefa MSZ w rządzie, trzeba cofnąć się o rok. Jest 2018 r. Czaputowicz zastępuje na stanowisku szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego.

 

Dla większości to zaskoczenie.

 

Pytany o tę nominację prezes PiS Jarosław Kaczyński w jednym z wywiadów wypala: "to eksperyment".

 

– Nie jest żadną tajemnicą informacja, że mieliśmy nadzieję na to, iż tym resortem pokieruje inna osoba. Niestety niemal w ostatniej chwili wycofała się z pełnienia tej misji – przyznaje bez ogródek Kaczyński, zupełnie nie przejmując się tym, iż już na samym początku urzędowania nowego szefa MSZ go upokarza.

 

Czaputowicz tłumaczy się później, że mimo wszystko ma nadzieję być "eksperymentem udanym".

 

Nie wychodzi. Dla polskiej dyplomacji pod kierunkiem centrali MSZ rok 2018 i początek 2019 (m.in. konflikty z Izraelem) był okresem fatalnym.

 

Demonstracja prezesa
 

Marzec 2018 r. Obrazek z Sejmu: minister Czaputowicz wygłasza coroczne "expose" szefa MSZ o realizacji i kierunkach polityki zagranicznej rządu.

Rzut okiem na pierwszy rząd ław PiS na sali plenarnej: brak Jarosława Kaczyńskiego.

 

Marzec 2019 r. Obrazek z Sejmu: minister Czaputowicz znów na mównicy.

Rzut okiem na pierwszy rząd ław PiS na sali plenarnej: brak Jarosława Kaczyńskiego.

 

Nawet średnio zorientowany w politycznych meandrach obserwator nie uzna, że nieobecność prezesa na najważniejszym wystąpieniu szefa MSZ w roku jest przypadkiem.

 

Raz – jest demonstracją lekceważenia i protekcjonalizmu prezesa wobec ministra.

 

Dwa – Kaczyński i tak wiedział, co padnie z ust szefa MSZ z mównicy sejmowej.

 

Początek tygodnia. Czarna limuzyna podjeżdża na ulicę Nowogrodzką w Warszawie. Wysiada z niej minister Czaputowicz, niosąc teczkę z treścią "expose".

 

Kaczyński przemówienie przeczyta, poprawi, zmieni akcenty. Czaputowicz uwagi prezesa oczywiście uwzględnia i wygłasza je w czwartek przed parlamentarzystami i prezydentem.

 

Przekonuje: – Polska jest dziś krajem aktywnym i słuchanym, cieszącym się coraz większym szacunkiem zagranicznych partnerów.

 

O Czaputowiczu można powiedzieć coś odwrotnego: nie jest ani aktywny, ani słuchany, ani nie cieszy się większym szacunkiem.

 

W Sejmie z niego drwią, po kątach podszczypują: – Przy nim nawet Waszczykowski to był gość.

 

Dni policzone
 

Październik 2018 r.

Jacek Czputowicz podczas spotkania w Fundacji Batorego twierdzi, że jeśli Niemcy będą niesprawiedliwie traktowane np. przez Stany Zjednoczone, to Polska ruszy z pomocą zachodniemu sąsiadowi. Bo obowiązuje nas solidarność.

 

Wypowiedź ta rozsierdza byłego szefa MON Antoniego Macierewicza, który minął się z Czaputowiczem w rządzie.

 

– Mam wrażenie, że ministrowi Czaputowiczowi w jego wysiłkach geopolitycznych coś się pomyliło. Zamiast wspierać polski interes narodowy i bezpieczeństwo Polski, wspiera bezpieczeństwo Niemiec i bezpieczeństwo sojuszu niemiecko-rosyjskiego! Takie pomieszanie pojęć może być dla Polski bardzo niebezpieczne. – mówi były szef MON w telewizji Trwam.

 

Dziś Macierewicz jest na marginesie polityki, ale jego postawa wobec Czaputowicza jest właściwa dla dużej części polityków partii rządzącej.

Wielu z nich twierdzi, że dni Czaputowicza w rządzie są policzone. Że zostanie "przy okazji" wymieniony podczas niezbędnej z punktu widzenia majowych wyborów do Parlamentu Europejskiego rekonstrukcji rządu.

 

Kto go zastąpi? Nie wiadomo. Chętnych jest ponoć niewielu.

 

"Wystąpieniem" w RMF szef MSZ dał prezesowi jeszcze jeden pretekst. Być może ostatni.

A politykom powody do żartów: – Co wyszło Czaputowiczowi w MSZ? Nogi ze studia.

Albo: – Prezesowi wyszedł eksperyment? Nie. Czaputowicz.

 

Tylko czy następny szef MSZ w obecnych warunkach politycznych może być lepszy?

 

Źródło - Wirtualna Polska

 

PMi
Tak wyglądają kadry PiSu. Głęboki deficyt kompetencji,rozumu,przyzwoitości i cywilizowanych zasad.Plebejska partia uprawiająca politykę zagraniczną z talentem i wdziękiem pijanego wieśniaka.
 
bv
A czy przyzwoitym jest, że już na wstępie nazywanie człowieka- którego się wystawiło na to stanowisko- nazywać eksperymentem??  To obrzydliwa pogarda !!! Co nie był z pisiorowej bajki???
 
mazurekbezjaj
poziom elit pisu jest taki jaki jest i nie ma się co dziwić!
 
bruno
Jaka partia taki minister!
 
Piotr
Inny minister z PIS niejaki Gliński (jeden z moich ulubieńców) gość na poziomie, bo od kultury, też uciekał ze studia radiowego. Mało się nie zaplątał w kable od mikrofonu.Widocznie tak ich szkolą, że po niewygodnym pytaniu daje się dyla :) PiSlandziści najlepiej czują się w TVP Korea Północna.
 
ania
Jaki wstyd, kompromitacja, hańba dlaczego tak dąży pis do zniszczenia tej naszej kochanej Polski, wsadzając na stanowiska tak niekompetentnych ludzi dlaczego?!? Wszyscy w pisie są słabi okrutnie z masturbatorem krótkonogim na czele! Mam nadzieję, że tylko raz tak pomylił się polski naród i nigdy ,ale naprawdę nigdy już tego nie zrobi...
 
Julka
Ryba psuje się od głowy. PiS nie jest w stanie przeskoczyć poziomu dyktatora Kaczyńskiego. Wymiana Czaputowicza ? A na kogo ? Lepszego niż Czaputowicz nie "wyprodukują", a zamiana miernego i niesamodzielnego na jeszcze bardziej miernego nie jest żadnym lekarstwem. W Polsce potrzebna jest zmiana władzy, ale zacząć trzeba od likwidacji PiS jako organizacji przestępczej z jej hersztem Jaro - masturbatorem.
 
Kazmi
3h temu
 
Odwołanie Czaputowicza to w zasadzie tylko kolejny pozorny ruch niczego nie zmieniający. Zło siedzi w samej konstrukcji PiS jako organizacji destrukcji z jej naczelnym psujem Kaczyńskim. Już świeżo po nominacji Czaputowicza było widać jak jest on musztrowany przez Kaczyńskiego za wypowiedź niezgodną pewnie z poglądami "wodzusia". A chyba powinno być inaczej. To minister spraw zagranicznych powinien prowadzić politykę korzystając z dużej samodzielności, a kierunki i priorytety tej polityki powinny być określone przed jego nominacją.Minister zwłaszcza spraw zagranicznych (w tym przypadku Czaputowicz) besztany jak uczniak i upokarzany przez człowieka który pojęcia o relacjach międzynarodowych nie ma, nie zna żadnych języków, nie ma żadnych międzynarodowych kontaktów, z góry skazany jest na niepowodzenie. W skrócie Czaputowicz będzie odwołany, ale naczelny destruktor Kaczyński zostanie, sadzając na stołku kolejnego ministra, który będzie lawirował między polityką zagraniczną a ograniczoną wiedzą na temat polityki zagranicznej dogmatycznego "wodzusia". PiS z Kaczyńskim na czele powinien odejść jak najszybciej, bo już w przyszłym roku stracimy bufor wielosetmiliardowej pomocy z UE, która aktualnie pozwala w znacznym stopniu ukryć skutki destrukcyjnej władzy PiS. Tyle, że czas prawdy nadejdzie już wkrótce i upadek może być bolesny.
 
dziadek Wladek
Kim jest Kaczyński? Dlaczego upokarzacie się przed dyktatorkiem? Wywalić z polskiej polityki, wsadzić do celi i wyrzucić klucz do Wisły!
 

 



#445 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano wczoraj, 08:11

Ćwierć miliona od NFOŚ. Dla spółki powiązanej ze środowiskiem PiS

 

NFOŚiGW wydał w 2018 roku prawie pół miliona złotych na reklamy. Najwięcej, ponad ćwierć miliona otrzymała spółka Forum, powiązana ze spółką Srebrna. Jej prezesem jest Małgorzata Kujda, żona ówczesnego szefa Funduszu, Kazimierza Kujdy.

 

Do wydatków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej dotarł Krzysztof Brejza.

Poseł Platformy Obywatelskiej opublikował odpowiedź Funduszu na pytanie o koszty działania w mediach w 2018 roku.

Okazuje się, że NFOŚiGW wydał na reklamy w mediach 498 501,99 zł. Najwięcej, bo ponad 258 tys zł. zapłacono spółce Forum. Wydaje ona "Gazetę Polską Codziennie".

SKOK-owa Fratria Biereckiego otrzymała 120 tys.

 

Od ludzi pana Kujdy dla ludzi pani Kujdy

 

Większość udziałów w spółce Forum posiada spółka Geranium, która z kolei należy do powiązanej z PiS spółki Srebrna. Jej prezesem jest Małgorzata Kujda, żona ówczesnego prezesa Funduszu, Kazimierza Kujdy. Co ciekawe, ich syn pracuje w jednej z państwowych spółek.

We władzach Forum jest też kuzyn JK G.Tomaszewski.

 

W latach 2000-2019 Kujda kierował  Funduszem trzykrotnie (łącznie przez ponad 6 lat). W przeszłości był także prezesem spółki Srebrna (w sumie przez 11 lat). 12 lutego 2019 roku podał się do dymisji w związku z doniesieniami współpracy ze służbami SB.

 

Wirtualna Polska

 

yte
Latami gardłowali o "ośmiorniczkach PO", o "nepotyzmie", o "państwie teoretycznym". Doszli do władzy i przebili poprzedników dziesięciokrotnie.
 
ted
To jest właśnie PiS (Prezes i Srebrna) !!!
 
Zdzisław
Jak przeglądam wiadomości to mi się włos na głowie jeży.
Nie wierzę pisowi co innego mówią a co innego robią. 
 
Mały człowiek
Dojna zmiana namieszała w głowie ciemnej masie , która stadnie jak barany idzie do urn wyborczych
oddać sprzedajny głos.
 
eva
Tak Kaczyński robi interesy. pewnie powie, że o tym nie wiedział. Po to potrzebni byli Kaczyńskiemu funkcjonariusze służb SB w PRL najbardziej zaufani prezesa TW Balbiny.
 
Gosc
Narzekałem na PO, ale teraz widzę  jak PiS kradnie, już teraz na wyścigi, aby do żłoba i jak najwięcej wyrwać,
widzą że grunt zaczyna się palić pod nogami. Zaczyna się pogoń za immunitetem UE. 
 
Zgred
Widać z daleka i gołym okiem, że te wszystkie fundusze, agencje, inspekcje, komitety nie są po to, żeby zrobić coś konkretnego w kraju, ale żeby utrzymywać i opłacać etaty dla "swoich". Przecież tam się przewala publiczne pieniądze nie wiadomo na co i po co. Takiego złodziejstwa i na tak wielką skalę nigdy nie było w RP.

 

 

 

 



#446 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano wczoraj, 08:33

Były burmistrz Ząbek i radny PiS trafił do PGNiG. Będzie zarabiał 6 razy więcej !

 

Radny PiS Robert Perkowski trafił właśnie do zarządu państwowej spółki PGNiG. Wcześniej był burmistrzem podwarszawskich Ząbek i zarabiał ok. 13 tys. zł miesięcznie. Teraz może liczyć na wynagrodzenie sześć razy wyższe. 

 

W czwartek spółka PGNiG poinformowała, że nowym członkiem zarządu ds. operacyjnych został Robert Perkowski. Jak sam mówi – pracę zaczyna prawdopodobnie w poniedziałek, ale – póki co – nie jest nawet w stanie podać zakresu swoich obowiązków. - Myślę, że zostanie określony w momencie podpisania dokumentów – mówi Wirtualnej Polsce.

 

Nowy członek zarządu PGNiG twierdzi także, że nie wie, ile wyniesie jego wynagrodzenie. - Nie mam pojęcia, ile będę zarabiał. Przyrzekam, nie mam zielonego pojęcia. Znam ustawy, które regulują wynagrodzenia w spółkach Skarbu Państwa, ale kwestia wynagrodzenia nie była najważniejsza – przekonuje Perkowski.

 

Nie trzeba długo szukać, by sprawdzić, ile zarabiają członkowie zarządu PGNiG. Spółka właśnie opublikowała sprawozdanie roczne za rok 2018. Jak z niego wynika, poprzednik Roberta Perkowskiego na stanowisku członka zarządu ds. operacyjnych zarobił w ubiegłym roku 894 tys. zł brutto, czyli 74,5 tys. zł miesięcznie. Podobnie zarabiają inni członkowie zarządu. Jako burmistrz Ząbek Perkowski otrzymywał co miesiąc ok. 13 tys. zł miesięcznie brutto. 

 

Kilka miesięcy temu o rezygnacji ze startu w wyborach na burmistrza mówił tak: - Kiedyś tym burmistrzem trzeba przestać być. Uznałem, że może lepiej teraz, gdy jeszcze na rynku pracy jakoś się odnajdę. Gdybym zdecydował się na to powiedzmy po dwóch kadencjach, czyli za 10 lat, gdy miałbym 52 lata, to "przebranżowienie" byłoby trudne.

 

Poza tym – przyznam szczerze – nie wiem, jakie będą uwarunkowania za te dziesięć lat. Może sytuacja się zaostrzy i ktoś powie: pan to był w PiS, a to nie jest mile widziane.

 

Źródło - Wirtualna Polska

 

Efedryna
Codziennie mamy potwierdzenia jak szerokie kręgi zatoczyła nasza buraczana cosa nostra. Najgorsze jest to, że gumofilce myślą tylko o 500+ i gorzałkowych "inwestycjach". Oni łykną wszystko, literalnie i metaforycznie. Łamanie konstytucji? Żaden problem, tylko dajcie 500+, a zagłosujemy aż miło.
 
Pelnalipa
Koryto plus... A jak, tak właśnie się doi na legalu polską kasę, w prywatnej firmie nigdy tyle nie zarobisz ale jak twoja gęba jest na plakatach i drzesz mordę na wiecach, ścieżka twojej kariery przy korycie nieograniczona...
 
Bidet
Patologia i gigantyczna grabież publicznych pieniędzy. Jedynie co potrafią, to przydzielać sobie niebotycznie wysokie premie i zadłużać kraj. Będziemy drugą Wenezuelą.
 
niestety ale
Ekonomicznego wraku państwa który zostanie po rządach pis, nie będzie mógł naprawić żaden specjalista!!! 
Pan Balcerowicz rozpędził i naprawił ten mechanizm po komunistach, 
a po rozdawniczym i zachłannym pisie zostanie tylko Wenezuela lub Grecja.
 
777
Zaraza pisowska dusi Polskę. Ile jeszcze wytrzymacie rodacy? Czy ochłap 500+ zasłania Wam już trzeźwe spojrzenie?Trzeba iść na wybory i odsunąć tych cwaniaków od władzy. Dla niekumatych proponuję przypomnieć sobie jak w ,,Potopie” B.Radziwiłł tłumaczył Kmicicowi czym jest Polska. Historia zatoczyła koło.
 
Mateusz
Najbardziej obłudne są ich pieśni i tańce religijne w Telewizji Trwam w hipnotycznym transie i otępieniu.
Buta i pycha kroczy przed upadkiem.
 
piccolo
Jeden chociaż szczerze -trzeba teraz zacząć zarabiać, bo później może się okazać że nie dostanie takiej pracy, bo był w pis! Wydoić do ostatniej kropli póki można, a swoją drogą 70 tyś. miesięcznie za niewiedzę to nieźle --EMERYCI GLOSUJCIE NA PIS DOSTANIECIE 70 ZŁ WIĘCEJ ! Za pięć lat !
 
Oko
Nie wie co będzie robił, za co będzie odpowiedzialny, ale pensję przytuli. Brawo PiS , kolejny fachowiec.

 



#447 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano wczoraj, 08:46

Wnioski z analizy ekspertów rozbijają w pył kontrowersyjny pomysł premiera. Nie uwierzycie, ile zapłaciliby za to Polacy

 

Rząd Prawa i Sprawiedliwości nie zamierza się zatrzymywać w działaniach na rzecz dalszego ręcznego sterowania gospodarką. Na Nowogrodzkiej nie wyciągnięto bowiem lekcji z błędów poprzedniego systemu socjalistycznego i wciąż pokłada się wiarę w magiczną moc sprawczą ręki państwa.

 

Taka strategia jest o tyle zrozumiała ze strony polityków, ponieważ daje im dodatkową władzę, jednak w tym samym czasie konsekwencje dla przeciętnego obywatela potrafią być opłakane.

 

Nowy pomysł premiera może wywołać na tym polu szczególnie wielkie szkody gospodarcze. Mowa o planie ustawowego ograniczenia sprzedaży marek własnych przez wielkie sieci handlowe. Instytut Badawczy ABR SESTA wziął pod lupę asortyment sieci handlowych i w swoim raporcie doszedł do druzgocących dla polityków wniosków. 

 

Wprowadzenie w życie pomysłu Morawieckiego oznacza dramatyczny wzrost cen wielu produktów, co nie miejmy wątpliwości uderzy najbardziej w siłę nabywczą najbiedniejszych.

 

Według danych instytutu wyeliminowanie marek własnych oznacza, że np. żel pod prysznic podrożały aż o 165 proc., czekolada – o 107 proc., a sok jabłkowy – o 68 proc. Najmniejsze wahania dotyczyłyby cukru – 10 proc., a także mleka – 16 proc. 

 

Według raportu skala nowej ustawy byłaby olbrzymia, ponieważ mogłaby dotknąć w sprzedaży aż 52 proc. żywności, 35 proc. art. kosmetycznych i 44 proc. towarów z obszaru chemii gospodarczej. Udział marek własnych w ogólnej sprzedaży dyskontów wynosi obecnie 44%, gdzie palmę pierwszeństwa ma Lidl z wynikiem 62%.

 

Eksperci ostrzegają, że nowe prawo mogłoby doprowadzić do dwutorowej reakcji wielkich sieci. Wycofane produkty zastąpiono by zamiennikami o podobnych parametrach, co jednak wiązałoby się z wyższą ceną, albo wielu sprzedawców mogłoby zdecydować się na zmniejszenie wielkości opakowań.

Pomysł rządu jest z perspektywy polityki społecznej szczególnie dużym strzałem w stopę. Śmiało można powiedzieć, że samo istnienie dyskontów i sklepów wielkopowierzchniowych zrobiło dla najbiedniejszych więcej niż 500+ i cała polityka socjalna rządu PiS. 

 

Marki własne wiążą się bowiem z brakiem wysokich kosztów promocji, które nie mają związku z jakością samego produktu. Dodatkowo marki własne są często najtańszymi produktami na rynku, często także przy uwzględnieniu stosunku ceny do jakości. Ten sektor rynku przeszedł bowiem w ostatnich latach transformację ze sprzedaży produkowanej po kosztach tandety do konkurencyjnych produktów.

 

Ekonomiczne konsekwencje dla przedsiębiorców tez mogą okazać się odwrotne od zamierzonych. Najwięcej na nowym prawie mogą uzyskać paradoksalnie… światowi giganci. Wielkie międzynarodowe marki będą miały większe szanse wejść na półki Lidla czy Biedronki w całym kraju niż drobni polscy producenci.

 

Poważne jest także ryzyko wykupywania polskich podmiotów, aby dystrybuować na naszym rynku zagraniczne produkty. Innymi słowy rynek nie zna próżni i ominie nowe prawo, z tą różnicą, że cenę za cały proces w sklepie zapłacą konsumenci.

 

Jest to jednak jeden z pomysłów, który będzie mógł poważnie uderzyć w rządzących. Nie będzie to bowiem już daleka od Kowalskiego reforma sądów, czy uderzenie w energetykę odnawialną, ale realny spadek siły nabywczej zawartości portfela, który będzie znacznie większy niż tak przerażające rządzących podwyżki cen prądu.

 

 

Źródło: Interia Polska 

 

 

 

Stanisław Marcin Mazur
Temu pajacowi wierzy tylko ciemnota , która nic nie kuma ...
 
Krzysztof Marusza
I dalej będą mówić że "ten rząd może i też co-nieco kradnie, ale się z nami dzieli", jakby nie zauważyli że także z ich podatków (pośrednich też) :(
 
Maria Pietraszewska
PiS-owi brakuje pieniędzy na swoje potrzeby. Co jeszcze wymyślą żeby dogodzić swoim? Ale niech wprowadzą tą ustawę, sami przyspieszą swój upadek...
 

 



#448 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano wczoraj, 17:30

Kiedyś to był temat nr 1, teraz to prawdziwy czeski film. Ustalenia posła Brejzy sprowadzają do groteski mit prawicy

 

Myśleliście, że religia smoleńska odeszła wraz z odejściem Antoniego Macierewicza z rządu? Niedoczekanie. Po wyjściu na jaw serii skandali z udziałem czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości partia postanowiła zawalczyć o, jak dotąd uważany za nienaruszalny, stały elektorat.

 

Strategia obronna partii Kaczyńskiego zakłada podjęcie się retoryki, której właśnie jesteśmy świadkami i być może powrót do tematu katastrofy smoleńskiej. Warto tu wspomnieć choćby o tzw. miesięcznicy, którą uczcili najważniejsi politycy PiS przed pałacem prezydenckim.

 

Co jednak z podkomisją smoleńską, która dostarczała paliwa do snutych przez lata teorii spiskowych? Choć nie było o niej od dawna słychać. Jak się dowiedzieli się dziennikarze, podkomisja ustaliła przebieg katastrofy. Miało dojść do wybuchu bomb na pokładzie prezydenckiego samolotu. Teraz komisja zajmuje się właściwie tylko formalnością. Otóż szuka miejsc, gdzie miały zostać podłożone ładunki wybuchowe 10 kwietnia 2010 r.

Co jasne, żadnych z teorii nie da się obalić, wszak nie jest możliwe udowodnienie, że czegoś nie ma. Można jednak obnażyć kompetencje, a raczej ich brak, członków tej komisji, co udało się posłowi Platformy Obywatelskiej Krzysztofowi Brejzie. 

 

Po 1000 dniach, bo tyle potrzebowało Ministerstwo Obrony Narodowej, by odpowiedzieć posłowi PO na zadane pytanie o kompetencje Wacława Berczyńskiego – od marca 2016 roku szefa podkomisji smoleńskiej.

 

To Berczyński obwieścił światu, iż prezydencki tupolew rozerwał się pod wpływem wybuchu bomby termobarycznej.

 

Niedługo po tym opuścił Polskę po stwierdzeniu, iż doprowadził do utrącenia rządowego kontraktu na Caracale. Do dziś przebywa w USA, a jego obowiązki w komisji przejął sam Antoni Macierewicz, już po tym jak stracił stanowisko szefa MON.

 

Według Antoniego Macierewicza, kompetencje Berczyńskiego są nie do podważenia. Ponoć „badał dziesiątki katastrof lotnictwa wojskowego” w USA, czego nie potwierdzają żadne dokumenty. Sam o sobie mówił, że w firmie Boeing był „konstruktorem Działu Wojskowo-Kosmicznego”. Według amerykańskiego koncernu – był w Boeingu informatykiem.

 

Nasunęło to wątpliwości oraz dało okazję do zasadnego ataku na machinę propagandową Prawa i Sprawiedliwości. Niestety, do tej pory Prezydium Sejmu ucinało możliwość dowiedzenia się kim tak naprawdę jest Berczyński.

 

Tuż po wyznaczeniu przez Macierewicza Wacława Berczyńskiego na szefa podkomisji smoleńskiej, posłowie opozycji próbowali ustalić, jakie posiadał kompetencje. Dlatego poseł Krzysztof Brejza skierował do ministra obrony zapytanie poselskie.

 

Bezskutecznie, bo Prezydium Sejmu postanowiło nie nadawać sprawie biegu. Poseł kolejne zapytanie skierował do MON w marcu 2017 roku. Na odpowiedź czekał 600 dni.

 

Po tym okresie również nie uzyskał żądanej odpowiedzi, wszak wiceszef MON Wojciech Skurkiewicz poinformował, że “Pan dr Wacław Berczyński nie pełni funkcji przewodniczącego [podkomisji smoleńskiej], w związku w powyższym udzielenie odpowiedzi na przedmiotowe zapytanie staje się bezprzedmiotowe”.

 

Teraz, cztery miesiące po skierowaniu zapytania do szefa MON Mariusza Błaszczaka pojawił się cień nadziei na poznanie prawdy. „Napisali mi, że proszą o przedłużenie terminu na udzielenie odpowiedzi, bo, jak twierdzą – muszą skompletować dokumenty – powiedział Krzysztof Brejza dziennikarzom portalu Onet.

 

„To naprawdę jest jakieś kuriozum” – ocenił sprawę poseł Brejza. „Coś, co się nie mieści w głowie. Fakt, że MON przez trzy lata nie było w stanie poinformować, jakie właściwie kompetencje i doświadczenie ma osoba, która w przestrzeni publicznej snuje opowieści o samolotach latających bez skrzydeł i kadłubach wytrzymujących zderzenie z ziemią.

 

A nie zapomnijmy, że takie osoby, jak pan Berczyński były za pracę w podkomisji wynagradzane z naszych pieniędzy, z pieniędzy podatników.

 

Z niecierpliwością czekam, jakie przykłady wyjaśnionych przez pana Berczyńskiego katastrof znajdzie MON. I nie tracę nadziei, że nie będzie to katastrofa związana z, powiedzmy, pękającą puszką czy parówką albo wysadzanymi garażami”.

 

Berczyński był chroniony przez trzy lata, mimo że nie pełni w PiS już żadnej roli. Jednak podkomisja smoleńska ciągle, jak się dowiedzieliśmy, „pracuje”.

 

Pobiera wynagrodzenie i dezinformujedodajmy, a Berczyński nie zakończył w niej swojego prezesostwa z powodu wyników swojej działalności, lecz bzdur jakie wygadywał w wywiadzie prasowym na temat Caracali i związanego z nimi przetargu.

 

Dlatego warto dociekać prawdy, choć miałoby to trwać i z 1000 dni, bo, być może, przybliży to dnia kiedy kuriozalny konstrukt zwany smoleńską podkomisją z wstydem zakończy swoją działalność.

 

Źródło: Onet

 



#449 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano wczoraj, 17:52

Człowiek Jakiego ostro reaguje na dziennikarską bombę. Zapowiada się zażarta batalia o prawdę

 

 
Portal Onet opisał wczoraj sprawę prawej ręki Patryka Jakiego, Marcina Strzelca, wiceszefa Służby Więziennej (SW), zastępcy Jakiego w zespole ds. zmiany naboru i szkolenia SW, a od niedawna rektora Wyższej Szkoły Kryminologii i Penitencjarystyki w Warszawie. Strzelcowi w wyniku wewnętrznej kontroli miano zarzucać m.in. niedopełnienie obowiązków, nadużycie stanowiska, utrudnianie kontroli poprzez usuwanie danych, niewłaściwe sposoby rozliczania podróży służbowych czy wykorzystania i uzyskiwania zwolnień lekarskich. Miał być to efekt notorycznego używania podległych zasobów materialnych i osobowych do realizacji zadań dla prywatnej firmy Ebrex w ramach czasu pracy i wynagrodzenia ze środków publicznych.
 
Więcej na Onet,pl - "Dziwne interesy prawej ręki Patryka Jakiego"
 
Marcin Strzelec i Służba Więzienna zareagowali na publikację portalu ostro, wypierając się wszystkich oskarżeń, oraz wystosowując trzygodzinne ultimatum na usunięcie spornego artykułu. Strzelec zapowiada także wejście na drogę sądową: “Uważam, że moje dobra osobiste zostały naruszone i będę występował na drogę sądową broniąc swojego dobrego imienia. Żałuję, że pomimo moich próśb dziennikarze Onetu nie byli zainteresowani zapoznaniem się w pełni z opisywanymi zagadnieniami. Będę zmuszony bronić swoich praw przeciwko wszystkim kreującym bądź powielającym tak fałszywe i zmanipulowane informacje o mnie, moich przełożonych i instytucjach, w których mam przyjemność pełnić służbę i pracować”.
 
Portal Onet nie zastosował się do wezwania do “zaniechania opublikowania nieprawdziwych informacji”. Patryk Jaki z dumą podał dalej oświadczenie swojego człowieka, starając się podważyć kompetencje zawodowe dziennikarzy w myśl znanej od kilku lat narracji prawicy, że najlepiej odpierać krytykę przez uderzanie w wiarygodność jej autorów:
 
Patryk Jaki
 
 Na marginesie ważnych spraw:Onet- p.Baczynski i Wyrwał (ten sam z wyrokiem za manipulacje w poprzednim tekście)-napisali dziś o pracowniku SW. Pomyli daty, miejsca, zdarzenia - kompromitacja na całego. Będą mieli proces. Choć to groteska, że traktuje się Panów jak”dziennikarzy”.
 
Sam Marcin Strzelec stosuje metodę twardej negacji. Według funkcjonariusza, nigdy nie doszło do prawomocnej nagany za wykryte w toku wewnętrznej kontroli nieprawidłowości. Miało także nie dojść do wykorzystania sprzętu służbowego i podwładnych do celów obsługi prywatnej firmy Ebrex.
 
Stoi to w oczywistej sprzeczności z ustaleniami kontrolerów i zeznaniami świadków, na które powołuje się Onet. Zdaniem funkcjonariusza, nie ma także nic nadzwyczajnego w umorzeniach spraw przez prokuraturę, ponieważ tutaj wina okazuje się leżeć po stronie „grupki sygnalistów dążących do nieustannego wznawiania spraw pomimo nieustannych umorzeń. 
 
Opisana sprawa pokazuje, że w obozie dobrej zmiany funkcjonuje doskonale ugruntowany polityczny układ, który tworzy nietykalne “święte krowy”. Swoim działaniem Patryk Jaki pokazał, że moralność ma dla niego barwy polityczne, ponieważ ta nie tyczy się do ludzi z jego własnego zaplecza.
 
Tym samym wiceminister nie tylko staje się jednym z największych hipokrytów polskiej polityki, ale także ponosi odpowiedzialność za wymierne konsekwencje psucia państwa. Opisane przyzwolenie na tego typu praktyki bez wątpienia zostało dostrzeżone przez innych, także skorych do działania na pograniczu prawa, albo poza nim. Opisana sprawa, jeśli dotrze do szerszego kręgu mediów, to będzie mogła poważnie zaszkodzić wizerunkowi wiceministra, który przed mediami kreował się jako istna ostoja sprawiedliwości.
 
Ujawnione przez Onet informacje są poważnym obciążeniem wizerunkowym dla Patryka Jakiego, stąd nie dziwi stanowcze dążenie do ich usunięcia. W całej sprawie jest jednak wciąż wiele niewiadomych, których oświadczenie Służby Więziennej wcale nie zamyka, stąd sprawa wymaga wyjaśnień, przez co nie da politykom tak szybko o sobie zapomnieć.
 
 
CROWD media i Onet.
 

 

 



#450 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano wczoraj, 18:27

Tak spektakularnej wtopy TVP dawno nie zaliczyło. Na Woronicza sprawy wymknęły się spod kontroli
 
Właśnie doszło do jednej z bardziej kuriozalnych sytuacji w krajowych mediach w ostatnim czasie. Prowadzący profil na Twitterze programu “Strefa Starcia” TVP postanowili włączyć się w nurt wyznaczony w sobotę przez prezesa PiS i zorganizowali sondę z pytaniem: “czy akceptujesz możliwość adopcji dzieci przez pary homoseksualne?”.
 
Twórcy obiecali, że wyniki badania zostaną zaprezentowane na wizji o 21.50. Potem jednak coś poszło nie tak.
 
Wbrew oczekiwaniom autorów, prawicowy internet zawiódł i ankieta nie wykazała tak potrzebnego dziś PiS braku społecznej akceptacji dla praw społeczności LGBT. Wręcz przeciwnie, okazało się, że większość użytkowników Twittera opowiedziała się za akceptacją możliwości adopcji dzieci przez pary homoseksualne.
 
Szybko wyszło wówczas na jaw, że opinia widzów ma znaczenie tylko tak długo, jak jest zgodna z przekonaniami autorów programu, dlatego TVP oskarżyła głosującą na “TAK” społeczność Twittera o bycie “kupowanymi głosami”!!! i usunęła sondę.
 
Jednak w internecie nic nie ginie i niektórzy internauci zapisali wyniki sondy, które tak zaniepokoiły TVP.
 
 
Janusz Schwertner
 TO JEST HIT. @tvp_info zrobiło sondę: czy jesteś za adopcją dzieci przez pary homoseksualne. Obok była obietnica: wyniki podamy o 21:50. Wynik brzmiał: 53 proc. osób za adopcją dzieci przez homoseksualistów. Napisałem o tym, po czym... sonda została usunięta. :)))
 
 
Mikołaj Wróbelek
 Sonda, która przejdzie do historii polskiego TT. 
 
Podziękowania dla pomysłodawcy sondy ze @StrefaStarcia.
 
Wydano zaskakujący komunikat:
 
“W związku z uzyskanymi konkretnymi informacjami o kupowaniu głosów, czujemy się w obowiązku ostatnią sondę zamknąć. Szanujemy głosy WIDZÓW, dlatego jest dla nas niezmiernie ważne, żeby wynik sondy odzwierciedlał ICH punkt widzenia, a nie wykupionych farm anonimowych trolli”.
 
Jest ironią losu, że takie oskarżenia padają ze strony partii, która zostawia konkurentów daleko w tyle, jeśli chodzi o używanie anonimowych trolli na masową skalę w walce politycznej.
Prawicowe zdolności mobilizacji w social media są bowiem dziś siłą dominującą.
 
W sytuacji kiedy ponad połowa uczestników powiedziała tak postulatom środowiska LGBT zaniepokojenie prawicy zupełnie nie dziwi. Liczono zapewne, że uda się w widzach wywrzeć zupełnie inne wrażenie.
 
Wyborcy kierują się bowiem efektem stadnym, jeśli PiS uda się stworzyć poczucie, że homofobia jest postawą większości, to osoby niezdecydowane także zwrócą się w kierunku takich zachowań.
 
Na przekonaniu, “że wszyscy tak myślą” wygrano już niejedną kampanię. Stąd dla rządzących pęknięcie bańki poczucia bycia większością jest niezwykle groźne i tak właśnie rodzą się groteskowe działania jak opisana reakcja “Strefy Starcia”.
 
CROWD media
 

 



#451 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano wczoraj, 19:55

Po tej decyzji Kaczyński może śmiało nazywać się dyktatorem. Droga na wschód ma zaprowadzić Polskę do Europy?

 

Polecenie, by uderzyć w środowiska LGBT w najbliższej kampanii wyborczej, wydał sam Jarosław Kaczyński. 

 

 Pomysł nie jest oryginalny i nowy. W przypadku Polski może zresztą się nie sprawdzić.

U Sowietów podium wrogów społecznych zajmowali Żydzi i kułacy. Oprócz tego oczywiście zagraniczni kapitaliści.

 

W Rosji Putina te miejsce zajęło LGBT. Zjawisko swobody seksualnej i otwartości na inność ma być według ideologów Kremla narzędziem wrogiego Zachodu i USA, którym chce się wykorzenić rosyjską tradycję. Wybrudzić czyste, rosyjskie sumienia i w ten sposób zniszczyć kraj.

Historyk Timothy Snyder w swojej nowej książce zatytułowanej „Droga do niewolności. Rosja, Europa, Ameryka” analizuje działania Putina i jego dworu. Nie ma w swoich rozważaniach wątpliwości, że szukanie wewnętrznego wroga jest próbą utrzymania władzy przez reżim.

 

Jeśli nie można zyskać poparcia tłumów poprzez rosnącą stopę życiową (do tego potrzeba w końcu choćby prób reform gospodarczych), należy tłumaczyć swoje niepowodzenia czynnikami zewnętrznymi. I tak czyni Kreml. Mało tego, swoją propagandę eksportuje poza granicę swojego kraju.

 

America First!

 

O wpływie Rosjan na wynik wyborczy ostatniej walki o Biały Dom napisano już masę artykułów i niemałą liczbę książek. W kampanię zaangażowano armię internetowych trolli. Zgodnie z dziennikarskimi śledztwa i analizami służb USA, znaczna ich część nadawała z terenów Rosji.

 

Trump również odwoływał się do tradycyjnych wartości jego kraju. Uderzał w mniejszości etniczne, nawoływał do stawiania słynnego już muru na granicy z Meksykiem i nawiązywał do starych, wspaniałych czasów, gdy Ameryka stała bezsprzecznie na górze podium światowych mocarstw.

 

Znajdźmy wroga!

 

Choć przez ostatnie lata polska gospodarka dość dobrze się rozwijała, dziś pojawiają się pierwsze symptomy zadyszki. Zaczyna rosnąć inflacja, która uderza przede wszystkim w zasiłki socjalne takie jak 500+. W kość zaczyna dostawać sektor budowlany. Najnowsze wskaźniki ekonomiczne jeszcze nie są powodem do strachu ani paniki, ale w roku, gdy odbywają się wybory do Europarlamentu i do Sejmu oraz Senatu, nie są to informacje, które PiS chciałoby otrzymywać feedbackiem od rynku.

 

Do tego dochodzą afery – czy ta związana z KNF czy z NBP. Media coraz częściej piszą o większych i mniejszych grzeszkach polityków PiS. Niby nic nowego. W końcu to smutna norma w polityce. Tyle, że w 2015 r. obiecywano nam wszystkim, że będzie inaczej. Lepiej. Państwo miało przestać być teoretyczne.

 

I tak jak reformy Rosji nie udały się Putinowi, tak wizja sanacji naszego kraju wg. Jarosława Kaczyńskiego dziś wygląda jak parodia jego marzeń. Lider PiS odrobił jednak zadanie domowe i szuka wroga wewnętrznego, by jakoś to wszystko sobie i innym wyjaśnić.

 

Czy dlatego jego partia wyrusza na wojnę z LGBT? Ponoć wewnątrz samego ugrupowania kruszono kopię o to, czy warto podążyć w tym kierunku. „Newsweek” twierdzi, że sam doradca Kaczyńskiego prof. Waldemar Paruch, szef Centrum Analiz Strategicznych w Kancelarii Premiera, był przeciwny.

 

Uważał, że politycy PiS powinni pozakładać wzbudzające sympatie maski, a nie umalować się w barwy wojenne i ruszyć na wroga. Kaczyński osobiście zadecydował inaczej.

 

Dziennikarka tygodnika Renata Grochal podkreśla, że „PiS ma poważne kłopoty wizerunkowe spowodowane licznymi aferami i na pozyskanie centrowych wyborców nie ma co liczyć.” Pozostaje maksymalna mobilizacja wiernego, konserwatywnego elektoratu.

 

Dziel i (potem ponownie) rządź?

 

– Gdybyśmy nie zareagowali na deklarację LGBT+, to by świadczyło o braku instynktu politycznego, bo temat bardzo grzeje – przyznaje na łamach „Newsweeka” polityk PiS.

 

To, że temat „grzeje” nie powinno być niespodzianką. Kwestie seksualności są o wiele bardziej ekscytujące, niż nudne analizy ekonomiczne. I uczciwie należy przyznać, że dla swoich korzyści rozgrywają to niemal wszelkie możliwe strony polityczne.

 

O istnieniu Pawła Rabieja dowiedział się niemal każdy Polak, gdy ten przyznał się, że jest gejem. Robert Biedroń sam podkreśla, że byciem homoseksualistą połączone z wychowywaniem się w mniejszej miejscowości umocniło jego charakter. Na czele tęczowych marszów często pojawiają się Joanna Scheuring-Wielgus (ex-Nowoczesna, obecnie w Teraz!) czy Monika Rosa (Nowoczesna), ale też cała plejada lewicowych polityków.

 

W minionych latach swoje wsparcie wyrażali m.in. Ryszard Kalisz, Joanna Senyszyn czy Marek Borowski. Także Janusz Palikot, gdy odkrył, że gospodarka nie kręci go aż tak bardzo, jak myślał, owijał się tęczową flagą. Można odnieść wrażenie, że owa otwartość na LGBT jest dziś czymś cool dla pewnej części elektoratu.

 

To co jest sexi dla jednego, będzie odrzucało drugiego. I dlatego też Kaczyński (choć prywatnie ponoć „nie ma nic do homoseksualistów”) widzi w walce z LGBT interes polityczny. Spór antagonizuje i prowokuje do zwarcia. A te w czasie podwójnej kampanii wyborczej jest wymagane. Czy jednak tym razem Prezes się nie przeliczy? Czy PR-owe rozwiązania, jakie znamy z Rosji czy USA, sprawdzą się i u nas? Przekonamy się jesienią.

 

 

 

Źródło: Tekst i komentarze - portal - Newsweek 

 

 
 
Edmund Szymanski
Stanowisko prezesa Kaczyńskiego wobec LGBT jest zbieżne z ocenami Kościoła Instytucjonalnego ! Kaczyński ma świadomość , że bez poparcia KK i o. Rydzyka wyborów NIE wygra ! Przecież poprzednich wyborów NIE wygrał samodzielnie , co potwierdził poniżającym przyznaniem o. Rydzykowi , że „bez ciebie ojcze nie byłoby tego zwycięstwa” , biskupom również za wsparcie dziękował .
- Chyba nikt nie słyszał Kaczyńskiego opinii n/t pedofilii duchownych KK i PiS wrzucając temat homo , seksualizacji i wychowania seksualnego do kampanii wyborczej , będzie przysłaniać pedofilię w KK licząc na dopuszczenie agitacji wyborczej w Kościołach , na rzecz PiS-u , by powtórzyć sukces poprzednich ! Koalicja Europejska poza własnym wkładem , powinna zwrócić się o pomoc do intelektualistów , by aktywnie włączyli się do sporu światopoglądowego z prawicą i do publikacji materiałów pouczających i wyjaśniających problemy rodziny i dzieci oraz czym jest i czym się zajmuje ŚWIATOWA ORGANIZACJA ZDROWIA .
 
 
Józef Ignacy Dreptak
Ale 'wara od naszych dzieci' to on adresował do tych pedofilów w koloratkach, którzy to pod pretekstem 'nauki religii' dobierają się małolatom do majtek.
 
 
Krzysztof Feluś
PiS a przede wszystkim Kaczyński żerują, mówiąc oględnie, na niewiedzy swoich wyborców. Moja żona jest jednym z nich, więc wiem co mówię. Oczywiście nie przeczytała Karty LBGT+ a wymądrza się w stylu Kaczyńskiego. Seksualizacja dzieci 0-4! Gdzie to jest napisane ty stary zakłamany kurduplu !?  Czytałem, nie ma tam słowa o seksualizacji dzieci. Sam to zboku wymyśliłeś. Znam parę osób, które wcześniej nadużywały alkoholu. A kiedy zabroniono im spożywania ze względów zdrowotnych, alkohol i pijący go stali się dla nich wrogami. Znam kilka osób, które wcześniej, jak normalni ludzie, uprawiali seks. A gdy PESEL zrobił swoje i przyszła niemoc płciowa, z seksu i ludzi nie tylko mówiących o nim, zrobili sobie wroga. Są faceci w kieckach, którzy z powodów doktrynalnych, oficjalnie potępiają wszystko, co normalnemu człowiekowi przynosi radość. No i w końcu znam co najmniej jedną osobę o odmiennej orientacji, która swoją własną osobowość poświęciła dla kariery politycznej. No i... dobrze się domyślacie, nienawidzi gejów.
 
 
Adrian Polak
O ile słowa te padłyby w połączeniu z adresatem czyli klerem, może byłbym w stanie zastanawiać się nad ich sensem ale w każdym innym - WARA OD NASZYCH DZIECI BEZDZIETNY PREZESIE !!!
 

 



#452 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano dziś, 07:20

Strajki, protesty, pikiety, manifestacje. Dla PiS-u szykuje się wiosna ludów

 

Nauczyciele, taksówkarze, niepełnosprawni, rolnicy, górnicy. Lista grup społecznych czy zawodowych zapowiadająca kolejne protesty stale się wydłuża. Czy rząd PiS udźwignie falę ludowych zrywów w roku wyborczym?

 

Rząd PiS – tuż przed eurowyborami, a później tymi do polskiego parlamentu – musi odeprzeć falę protestów kilku grup społecznych. Presja jest ogromna, bo rozwiązując worek obietnic wobec jednych, innych mocno rozsierdzili.

 

Silną grupą, z którą musi się teraz zmierzyć PiS, są nauczyciele.

Mają wsparcie społeczne, a to może przełożyć się na wyborcze głosy. 8 kwietnia, jak zapowiada Związek Nauczycielstwa Polskiego, rozpocznie się ogólnopolski strajk w oświacie.

Protest ma potrwać "do odwołania". Główne żądanie? Podwyżka – minimum tysiąc złotych dla każdego nauczyciela i pracownika oświaty. Jednak belfrowie nie ukrywają też, że nie podobają im się efekty niedawnej reformy oświaty.

 

Siła protestów zagrozi PiS-owi? Jak mówi w rozmowie z portalem Money prof. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, strajki są groźne o tyle, że mogą pchać w kierunku opozycji nawet odległe im osoby.

 

Tak, jak do PiS-u lgnęły w ostatnich wyborach osoby odległe od prawicy.

- Wybory samorządowe pokazały, że głównym problemem Prawa i Sprawiedliwości jest mobilizacja wyborców. Ty bardziej, że elektorat PO czy nawet kilkuprocentowy SLD będzie bardzo zmobilizowany. Dla PiS-u to problem, bo paradoksalnie elektorat tej partii rozrósł się – mówi nam prof. Chwedoruk.

 

Wraz z rozrastaniem się grup poparcia łatwiej o demobilizację elektoratu, bądź zmianę zdania wyborców, którzy oddadzą głos na opozycję.

 

Wiosna ludów

 

Można odnieść wrażenie, że łatwiej wymienić tych, którzy nie będą protestować. Strajk nauczycieli przybrał siły medialnej, jednak to niejedyna grupa zawodowa czy społeczna, która głośno wyraża oburzenie, grupuje się, przedstawia żądania i wszczyna strajki.

 

W odpowiedzi na obietnice PiS przypomnieli o sobie niepełnosprawni i ich opiekunowie.

23 maja o godzinie 12 przed Pałacem Prezydenckim odbędzie się pikieta. O akcji poinformowała Iwona Hartwich, liderka protestu z maja poprzedniego roku, gdy niepełnosprawni z opiekunami przez 40 dni protestowali w Sejmie.

 

Jak podkreśla, niepełnosprawni błagali o 500 zł dodatku rehabilitacyjnego, ale w budżecie środków nie było (jak zapewniali rządzący). W roku wyborczym nagle pieniądze się znalazły. Choćby na 500+ dla każde dziecko. Niepełnosprawnych ponownie pominięto.

 

Coraz głośniej jest też o rolnikach.

W grupkach po kilkadziesiąt, maksymalnie do dwustu osób, potrafią się świetnie organizować w różnych miejscach kraju, choć najchętniej wybierają Warszawę.

 

Potrafią zablokować autostradę A2 czy inną ważną trasę. Zorganizować marsz spod Pałacu Kultury do Pałacu Prezydenckiego. Podpalić opony i wysypać jabłka na jednym z najważniejszych skrzyżowań w stolicy i sparaliżować ruch. Niestraszne im konsekwencje prawne czy finansowe, a w internecie z powodzeniem zbierają pieniądze na mandaty i pomoc prawników.

 

Partyzancki zryw rolników trwa w najlepsze i nic nie zapowiada, żeby miało się to zmienić. Reprezentowani przez AGROunię domagają się m.in. gwarancji, że na półkach w supermarketach pojawi się 50 proc. polskich produktów tradycyjnie wytwarzanych w naszym kraju i znakowania żywności flagą pochodzenia.

 

Postulują także przeprowadzenie "natychmiastowej i rzetelnej" analizy embarga w stosunkach handlowych z Rosją, uzdrowienia samorządu rolniczego czy interwencji państwa w celu ratowania rynku trzody chlewnej.

Oburzeni są też taksówkarze, oni – tak samo jak nauczyciele - 8 kwietnia zaczną swój ogólnopolski strajk. Ogólnopolski, choć większość będzie manifestowała w Warszawie.

 

Branża taksówkarska ma dosyć – jak twierdzi - nieuczciwych praktyk. Chce, aby jasno określono, kto ma płacić podatki, jeździć z kasą fiskalną oraz posiadać licencje. Taksówkarze żądają uregulowania rynku przewozu osób. Prace nad tym trwają już ponad dwa lata.

 

To nie wszystko.

 

Swoje niezadowolenie wyrażają też górnicy z Polskiej Grupy Górniczej. Żądają podwyżek.

Sprawa jest poważna, bo w kopalniach PGG pracuje ponad 30 tys. osób. Grupa jest największym producentem węgla kamiennego nie tylko w Polsce, ale i Europie.

Długa lista? To jeszcze nie koniec.

 

Niezadowoleni są też pracownicy socjalni oraz pracownicy pomocy społecznej – stanowią grupę ok. 40 tys. osób.

Protestować zamierzają latem. Grożą przerwaniem pracy, co sparaliżowałoby analizę wniosków o 500+.

 

Swój bunt wyrażają także pocztowcy.

Domagają się 500 zł na osobę. Zapowiadają – śladem policjantów – masowe zwolnienia lekarskie. Związkowcy jeszcze zastanawiają się czy i jak protestować. Jednak 21 organizacji związkowych pocztowców zawiązało "Wspólną Reprezentację Związkową".

 

Strajk to nie wszystko
 

- Stajemy się coraz bardziej bierni, bo społeczeństwo staje się coraz bardziej zatomizowane. Związki zawodowe nie mają już tak dużego oddziaływania jak niegdyś, choć nadal są znaczące - mówi w rozmowie z Money.

 

Dlatego PiS może mieć łatwiej, bo protesty nie działają już tak silnie na wyborców. Jednak, jak podkreśla Chwedoruk, prawdziwy problem PiS miałby, gdyby rządził kolejną kadencję. Wtedy przed rządzącą partią stało będzie niezwykle trudne zadanie utrzymania w ryzach zrywów społecznych.

 

Prezes PiS Jarosław Kaczyński pod koniec lutego sypnął obietnicami, te będą kosztowały budżet państwa dodatkowe 40 mld zł rocznie. Jak zapewnia premier Mateusz Morawiecki, pieniądze w budżecie są.

 

Skoro są dla jednych, dlaczego nie ma dla innych? Takie właśnie pytania rządzącym stawiają protestujący. Dlatego PiS będzie musiał uporać się z falą strajków. Musi uważać, by za protestującymi nie poszli niezdecydowani wyborcy. Jeśli tak się stanie, po 4 latach rządzenia PiS może pożegnać się z władzą.

 

Wirtualna Polska i Money Polska

 



#453 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano dziś, 08:30

"DGP": minister finansów zablokuje "piątkę Kaczyńskiego"?   

  

 

Minister finansów Teresa Czerwińska nie godzi się na złamanie, zawieszenie czy likwidację umocowanej w prawie zasady powstrzymującej państwo przed nadmierną hojnością - informuje "Dziennik Gazeta Prawna". Przez to umieszczenie w przyszłorocznym budżecie 500 plus na każde dziecko i trzynastej emerytury może być niemożliwe.

 

Regułę, o której mowa, stworzył wiceminister finansów w rządzie PO-PSL Ludwik Kotecki. W rozmowie z "DGP" uważa, że "piątka Kaczyńskiego" w połączeniu z już wprowadzonymi nowymi sztywnymi pozycjami w budżecie spowoduje przekroczenie dopuszczalnego limitu wydatków aż o ok. 58 mld zł.

 

Czerwińska przemawiając w ubiegłym tygodniu na Forum Bankowym mówiła, że reguła ta "jest kluczowym narzędziem konstrukcji budżetu obok przestrzegania norm fiskalnych zawartych w pakiecie stabilności i wzrostu".

 

Jeśli minister finansów będzie stać na stanowisku, że wydatki państwa trzeba utrzymać w ryzach to wprowadzenie "piątki Kaczyńskiego" będzie bardzo trudne, a wręcz niemożliwe. - Sytuacja jest trudna i będzie wymagała wielu ryzykownych zabiegów księgowych. Przez rok może jakoś się uda, ale nie da się tak planować każdego budżetu - mówi z rozmowie z "DGP" osoba z Ministerstwa Finansów.

 

Na początku marca "DGP" napisało, że Ministerstwo Finansów odpowiadało za wskazanie źródeł finansowania "piątki Kaczyńskiego". O 500 plus na pierwsze dziecko i "trzynastce" dla emerytów resort miał dowiedzieć się dzień przed konwencją PiS.

 

 

 Minister Czerwińska dowiedziała się o konferencji z ogłoszeniem planów rządu dzień wcześniej, nikt jej nie uprzedził, aby mogła zweryfikować liczby, które były na niej prezentowane, czy źródła finansowania obietnic - mówiła "DGP" osoba z kręgów rządowych.

 

Informator gazety twierdzi też, że o ogłoszeniu pomysłu 500 plus na pierwsze dziecko i nowego dodatku dla emerytów kierownictwo ministerstwa dowiedziało się dzień przed konwencją PiS. - Teresa Czerwińska na pewno będzie próbowała dotrzeć do prezesa PiS, aby zracjonalizować, ograniczyć koszty "piątki Kaczyńskiego", szczególnie jeśli chodzi o 2020 r. - dodaje.

 

Zaprezentowane pod koniec lutego propozycje programowe, tzw. "nowa piątka PiS" to: wprowadzenie 500 plus od pierwszego dziecka, brak podatku PIT dla pracowników do 26. roku życia, "trzynastka" dla emerytów, obniżenie kosztów pracy, przywrócenie zredukowanych połączeń autobusowych przede wszystkim w małych miastach i na wsiach.

 

Źródło: "Dziennik Gazeta Prawna"/PAP

 



#454 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano dziś, 08:37

Rząd oszukał ich na 10 mld złotych. Kolejny protest wybuchnie tuż przed wyborami?

 

Ponad trzy miesiące trwał zakończony w lutym 2018 roku protest lekarzy rezydentów, którzy postanowili walczyć o los swój i całej polskiej służby zdrowia.

 

Nie walczyli jedynie o podwyżki dla siebie (choć ich wynagrodzenie to żart z ich wykształcenia i poświęceń), ale przede wszystkim o podniesienie nakładów na funkcjonowanie całego systemu do poziomu 6% PKB. Protest był dotkliwy, a prace szpitali mógł czekać paraliż, tym bardziej że ówczesny minister zdrowia Konstanty Radziwiłł swoim uporem i butą tylko pogarszał sytuację, uniemożliwiając wypracowanie porozumienia.

 

Ratunkiem dla rządzących okazała się rekonstrukcja gabinetu Mateusza Morawieckiego i wymiana ministra zdrowia na Łukasza Szumowskiego. Ten, z niezrozumiałych dzisiaj powodów, otrzymał od młodych lekarzy duży kredyt zaufania. By osiągnąć porozumienie, zdecydowali się na szereg ustępstw jednak wydawało się, że nawet mimo to, sytuacja w polskiej służbie zdrowia ma szansę w końcu się poprawić.

 

Sprawa zakończyła się jednak w sposób typowy dla rządu Prawa i Sprawiedliwości – porozumienie złamano, naiwność młodych lekarzy bezwzględnie wykorzystano, a na polskich lekarzach i szpitalach znów postanowiono oszczędzać.

Jak donosi dziś dziennik “Rzeczpospolita”, wkrótce dojdzie do kolejnego protestu lekarzy rezydentów.

 

– Czujemy się oszukani. Nowelizacja ustawy o świadczeniach zdrowotnych, nazywana „ustawą 6 proc. PKB”, była zmieniana tak często, że umknęło nam, że w ostatecznej wersji coroczny wzrost nakładów na ochronę zdrowia odniesiono do PKB sprzed dwóch lat. Rządzącym udało się uśpić naszą czujność i nas przechytrzyć. A przecież nie tego dotyczyło porozumienie – tłumaczy Damian Patecki, wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL i inicjator pierwszej wielkiej manifestacji lekarzy we wrześniu 2016 r.

 

Jak wyliczają medycy, dzięki takiemu kreatywnemu podejściu do wyliczeń finansowych, rząd zaoszczędzi na polskich szpitalach, lekarzach i pacjentach blisko 10 mld złotych, które zamiast do systemu służby zdrowia trafią zapewne na kolejne programy rozdawnictwa o mimo wszystko skuteczniejszym oddziaływaniu wyborczym niż mozolne naprawianie znajdującego się w nieustannym stanie przedzawałowym sektora. Służba zdrowia pozostanie jak zwykle potraktowana po macoszemu, co znów odbije się na pacjentach i kondycji całego systemu.

 

Lekarze rezydenci zapowiadają jednocześnie, że aby ich protest nie został błyskawicznie upolityczniony, podjęli decyzję o przeniesieniu go z mają na czerwiec, już po wyborach. – Nie chcemy, by nasz manifestacja miała kontekst polityczny. Zdrowie jest apolityczne i staramy się za wszelką cenę unikać wtłoczenia w bieżący spór polityczny – wyjaśnia Patecki.

 

To tłumaczenie jest o tyle niebezpieczne, że przecież jesienią także odbędą się wybory i to kluczowe z punktu widzenia tego, co wydarzy się w Polsce w najbliższych latach. Zarzutu o działanie “z inspiracji opozycji” medycy i tak nie unikną.

 

 

Źródło: Rzeczpospolita

 



#455 ~Gość~

~Gość~
  • Goście

Napisano dziś, 10:27

W ostatnich dniach poseł Michał Boni udzielił wywiadu dla „Rzeczpospolitej”, w którym niespodziewanie pozwolił sobie na szczerość i skrytykował tzw. skok na OFE, którego w 2013 roku dokonał rząd Donalda Tuska.
Wtedy Michał Boni był ministrem administracji i cyfryzacji i musiał głosować na posiedzeniu Rady Ministrów za projektem ustawy, na podstawie, której tego „skoku” dokonano (nie było wtedy żadnego głosu odrębnego).
Teraz w wywiadzie mówi tak „Gdyby to zależało ode mnie, nie zlikwidowałbym OFE. Uważam, ze popełniliśmy błąd ratując pieniędzmi z OFE bieżący bilans budżetu. Uzyskaliśmy efekt na rok”.
Zadziwiająca szczerość. Szkoda, że ponad 6 lat po tej decyzji i dopiero wtedy, kiedy Grzegorz Schetyna układając listy KE do wyborów do Parlamentu Europejskiego zaoferował europosłowi Boniemu dopiero 5. miejsce na liście w okręgu warszawskim.
Przypomnijmy tylko, że dzięki przechwyceniu 150 mld zł aktywów OFE w 2013 roku, rządzący zmniejszyli wydatki budżetu państwa na 2014 rok o 23 mld zł (o 8 mld zł mniejsze wydatki na obsługę części krajowej długu publicznego i o ponad 15 mld zł zmniejszone dotacje do FUS) i w związku z tym deficyt budżetu państwa na rok 2014 wyniósł „tylko” 47,7 mld zł, a nie około 70 mld zł.
Drugim „osiągnięciem” wynikającym z tzw. reformy OFE była wyraźna poprawa dramatycznej do tej pory sytuacji w całym systemie finansów publicznych.
Przypomnijmy także, że rok 2013 zakończył się deficytem sektora finansów publicznych w wysokości 70,6 mld zł, czyli 4,3 proc. PKB i był wyższy od tego w 2012 roku, kiedy to wyniósł on 3,9 proc. PKB (po zmianie metody liczenia PKB wprowadzonej przez Eurostat te wskaźniki po ponownym przeliczeniu są trochę lepsze).
Jednocześnie dług publiczny liczony metodą unijną (ESA 95) wyniósł 932,5 mld zł, czyli aż 57 proc. PKB i był wyraźnie wyższy od tego na koniec 2012 roku, kiedy wyniósł 55,6 proc.
A więc na koniec 2013 roku, dług publiczny przekroczył wyraźnie II próg ostrożnościowy zapisany w ustawie o finansach publicznych (55 proc. PKB) i zaczął się zbliżać szybkimi krokami do tego 60% zapisanego w Konstytucji RP.
Przechwycenie z OFE wspomnianych 150 mld zł obligacji skarbowych, spowodowało także zmniejszenie „na papierze” wielkości długu publicznego o tę właśnie sumę.
Umorzenie obligacji skarbowych będących w posiadaniu OFE na taką sumę, spowodowało, że jak już wspominałem dług publiczny zmalał o około 8 proc. PKB, a to z kolei pozwoliło rządzącej koalicji uniknąć konieczności wykreślenia z ustawy o finansach publicznych II progu ostrożnościowego (przekroczenia przed dług publiczny wartości 55 proc. PKB) i zbliżenia się do progu konstytucyjnego 60 proc. PKB, a więc uniknąć także zarzutu zdemolowania finansów publicznych w ciągu 6 lat rządzenia.
Wprawdzie dług w takiej wysokości zniknął z tego jawnego, który pokazuje unijna metoda ESA95, zamienił się jednak w ten ukryty w ZUS, bowiem powiększył zobowiązania Skarbu Państwa wobec przyszłych emerytów.
Rządząca koalicja Platformy i PSL-u forsując w 2013 roku tzw. reformę systemu emerytalnego, uzasadniała ją głównie pogarszającą się sytuację demograficzną w naszym kraju i koniecznością zapewnienia w przyszłości wystarczającej ilości rąk do pracy.
W 2015 roku dowiedzieliśmy się z wypowiedzi przedstawicielki resortu finansów podczas procesu przed Trybunałem Konstytucyjnym, że gdyby nie ten „skok na kasę”, rząd Tuska musiałby się publicznie przyznać, iż doprowadził polskie finanse publiczne wręcz do bankructwa.
Teraz w 2019 roku ówczesny minister administracji i cyfryzacji Michał Boni w przypływie „szczerości”, mówi, „że ratowanie budżetu pieniędzmi z OFE to był błąd i tych pieniędzy wystarczyło tylko na rok”.
Zadziwiająco szczera krytyka rządu, w którym się zasiadało, szkoda, że dopiero po 6 latach i to w sytuacji, kiedy szef partii nie dał tzw. biorącego miejsca na liście do Parlamentu Europejskiego.



Dodaj odpowiedź



  


Użytkownicy przeglądający ten temat: 2

0 użytkowników, 2 gości, 0 anonimowych